Witam na moim blogu! Przeczytasz tu ciekawe artykuły medyczne, zasięgniesz wielu informacji z dziedziny medycyny, dowiesz się, co nowego dzieje się w tej dziedzinie, znajdziesz dla siebie poradę. Zapraszam!

Wpisy z tagiem: przeziębienie

wtorek, 22 lutego 2011

Okres grypowy w pełni. Każdy kto jest zakatarzony i kaszlący, a musi w kilka dni dojść do siebie, zrobi wszystko, by jak najszybciej choroba minęła. Za każdą cenę. Kupujemy więc różnego rodzaju specyfiki w aptekach, nawet udajemy się do lekarza, który zapisuje nam to i owo. Większość leków będzie działało objawowo na nasze dolegliwości. Co jednak, kiedy dostajemy takie, które nie działają? Co więcej, jeśli dostajemy specyfiki, które nie są lekami? Rozwikłajmy zagadkę homeopatii.

Sama nazwa „homeopatia” pochodzi z połączenia greckich słów homois (podobny) i pathos (ból, choroba). Jako metoda „leczenia” homeopatia pojawiła się stosunkowo niedawno – pod koniec XVIII wieku . Pewien student medycyny-Samuel Hahnemann zauważył, że wyciąg z kory pewnego drzewa (chinina) poprawia stan zdrowia chorych na malarię, sprawdził na sobie samym działanie leku. Odczuł wówczas objawy, które określił jako te same, które mają chorzy. Wyciągnął z tego wnioski i przedstawił podstawową regułę homeopatii:

"Similia similibus curantur" – Podobne leczy się podobnym.

Oznacza to, że produkt czy patogen, który może spowodować u kogoś symptomy choroby, może także z tej choroby wyleczyć. Na tym bazują homeopaci. Twierdzą, że coś, co wywołuje chorobę, podane w małej ilości może przyczynić się do jej wyleczenia. Nie byłoby w tym nic aż tak strasznego, gdyby nie to, co to znaczy tak naprawdę homeopatyczna „mała ilość” i jakie substancje używane są w tym przemyśle.

Apis wytwarzany jest z pszczoły, Aconitum z trującego tojadu, Sepia z wydzieliny gruczołu atramentowego mątw, Silicea z krzemionki, a Cantharis z południowoamerykańskiego żuka, zwanego też hiszpańską muchą. Substancje wybrane są przy pomocy klucza okultystyczno-astrologicznego. A dobór „leku” jest indywidualny dla chorego, na podstawie określenia typu konstytucyjnego i typu charakteru chorego. Typy konstytucyjne według homeopatów to: karboniczny (węglowo-wapienny), fosforyczny (fosfo-wapienny) i fluoryczny (fluoro-wapienny). Typy charakteru, to natomiast: ignatia (typ płaczliwy), pulsatilla (typ płochliwy, romantyczny i czuły), itd., itd. Pozwolę pozostawić sobie ten akapit bez komentarza.

Również to, że homeopatia bazuje na rozcieńczeniach jest powiedzeniem zdecydowanie za bardzo eufemistycznym. Podeprzyjmy się przykładem. Żeby uzyskać powszechnie stosowany na grypę „lek” Oscillococcinum substancję wyjściową,(którą jest ekstrakt z wątroby i serca dzikiej kaczki) rozcieńcza się w opisany wyżej sposób 200 razy. Oznacza to, że szansa trafienia na jedną „aktywną terapeutycznie kaczą molekułę” wynosi 10 do potęgi 400 (jedynka i czterysta zer). To niewyobrażalna liczba. Gdyby cały Wszechświat był złożony z wody i gdybyśmy rozpuścili w nim jedną cząsteczkę (i dobrze wymieszali), uzyskany roztwór miałby stężenie zaledwie 1 do 10 do potęgi 80. Homeopaci jednak dla usprawiedliwienia tej teorii wymyślili sobie tzw. teorię pamięci wody, która zakłada, że woda, dzięki swojej strukturze krystalicznej pamięta kształt rozpuszczanej w niej substancji nawet wówczas, gdy tej substancji dawno już w niej nie ma, pod warunkiem dostarczenia energii do preparatu poprzez wstrząśnięcie go. Praca na temat tej teorii została napisana i opublikowana przez dr Jacquesa Benveniste w 1988 roku. W konsekwencji został on „uhonorowany” w 1991 roku tzw. nagrodą anty-Nobla...

Nie ma dowodów ani badań potwierdzających skuteczność homeopatii, oczywiście z wyjątkiem tych, które są prowadzone i w pełni sponsorowane przez koncerny farmaceutyczne zajmujące się homeopatią. Każdy ma prawo zastosować specyfik który uważa za odpowiedni, również lekarz. Ma on nawet prawo stosować placebo i może nawet mieć dobre wyniki leczenia - bo placebo, jak wykazały liczne badania, jest skuteczne u 30% pacjentów, a w niektórych schorzeniach nawet u 90%. Jednak placebo ma to do siebie, że wiemy, że je przyjmujemy, a w przypadku homeopatii jesteśmy wyraźnie OSZUKIWANI, że to działa! Najgorsze jest to, że mamy dość szerokie zastosowanie homeopatii w pediatrii, gdzie szybkie rozpoznanie czasem niezwykle dobrze kamuflujących się chorób jest bezcenne.

Zwolennicy homeopatii twierdzą, że homeopatia jest tak obszerną i posiadającą tak olbrzymie możliwości metodą terapeutyczną, że nie potrzebuje podpierać się dorobkiem medycyny naturalnej. Zarzuty wobec homeopatii, mają wynikać z uprzedzenia i niewiedzy autorów, a także z walką o rynek leków. Jednak czy przekonać nas mogą argumenty typu „Leki homeopatyczne są odpowiednie, ponieważ nie wywołują działań niepożądanych. Ich niewłaściwe użycie nie spowoduje jedynie poprawy zdrowia, a ze względu na znaczne rozcieńczenia, leki nie grożą kumulowaniem się w organizmie, nie mają w związku z tym oddziaływań toksycznych i nie wywołują efektów jatrogennych, co zapobiega skutkom ubocznym leczenia.” Nie jest to odrobinę za mało?

Ma nas przekonać to, że coś nam nie zaszkodzi? A czyż lekarze nie przysięgają „primum non nocere”- po pierwsze nie szkodzić? Miejmy refleksję do tego, co nas otacza i tych, którzy nas otaczają, bo zdrowie ma się tylko jedno.

Autor: kristinus

poniedziałek, 21 lutego 2011

W obecnym czasie pocałunek to nie tylko znak okazywania uczuć, ale także codzienny rytuał witania się ze znajomymi, rodziną. Czy ten gest może zagrozić nam zarażeniem pewna tajemniczą chorobą?

Wirus EBV to wirus bardzo powszechny w populacji europejskiej. Wyizolowano go po raz pierwszy w 1964 roku i wyodrębniono 2 typy wirusa- A oraz B. Podtyp B związany jest z gorszym przebiegiem klinicznym. W zależności od stopnia rozwoju społeczno-ekonomicznego, infekcje EBV obserwuje się w różnych grupach wiekowych: w społeczeństwach ubogich największą częstość zakażeń EBV obserwuje się w dzieciństwie (nawet u 100% populacji w wieku 3–6 lat), podczas gdy w społeczeństwach zamożnych – w wieku 16–18 lat . Roczna zachorowalność w krajach Unii Europejskiej wynosi ok 500 na 100 000. U dzieci oraz osób starszych zakażenie wirusem przebiega zwykle bezobjawowo, natomiast u najczęściej chorujących w krajach europejskich, tj. młodych dorosłych i nastolatków wywołuje zespół objawów klinicznych, określanych jako mononukleoza zakaźna (MZ).

A więc tajemnicza „choroba pocałunków” to mononukleoza zakaźna zwana też gorączką gruczołową. Nazywana jest tak, ponieważ dotyka szczególnie nastolatki, a więc grupę, która stosunkowo często obdarza się pocałunkami.

Infekcja szerzy się przede wszystkim drogą kropelkową, ale także pokarmową, przez skórę lub przy przetoczeniu zakażonej krwi.

Okres wylęgania choroby wynosi 30–50 dni, czyli chorujemy dopiero po ponad miesiącu od zakażenia.

Jeszcze przed wystąpieniem właściwych objawów pacjent skarży się na spadek wydolności fizycznej, zmęczenie, złe samopoczucie.

Następnie pojawia się osłabienie, mdłości,wymioty, bóle głowy, brzucha i mięśniowe brak apetytu.

Kolejno rozwija się charakterystyczna triada objawów:

  • gorączka

  • zapalenie gardła i angina z masywnymi nalotami na migdałkach

  • uogólnione niebolesne powiększenie węzłów chłonnych, do którego czasem dołącza się powiększenie śledziony i wątroby oraz wysypka zlokalizowana najczęściej na ramionach i tułowiu.

Niezmiernie charakterystyczne jest, że u ponad 80% chorych na mononukleozę zakaźną po podaniu antybiotyku pojawia się uogólniona taka właśnie wysypka.

Mononukleoza może prowadzić do powikłań, takich jak niedokrwistoś, małopłytkowość, zapalenie mięśnia sercowego, niewydolność wątroby, wtórne infekcje bakteryjne, powikłania neurologiczne . Wykazano także, że infekcja EBV jest skojarzona z chłoniakiem Burkitta i innymi schorzeniami limfoproliferacyjnymi (zwłaszcza u osób cierpiących na zaburzenia odporności), rakiem jamy nosogardłowej oraz leukoplakią.

Prawdą jest jednak na szczęście, że w praktyce, mononukleoza zakaźna charakteryzująca się w pełni rozwiniętymi objawami występuje stosunkowo rzadko. Pojawia się pod postacią nietypowo przebiegającej anginy, która nie reaguje na właściwie zastosowaną antybiotykoterapię. W takich przypadkach zawsze powinno się wykonać testy diagnostyczne potwierdzające mononukleozę. Objawy choroby, łącznie ze zmianami w gardle, ustępują zwykle samoistnie po około 5-10 dniach, ale mogą trwac do 3 tyodni. Do 6-8 tygodni, może utrzymywać się powiększenie węzłów chłonnych szyi, a najdłużej nawet do 6 miesięcy-zmęczenie.

Rozwikłaliśmy więc zagadkę „choroby pocałunków”. Prawdopodobnie niejeden z nas przechodził to zakażenie nawet o nim nie wiedząc, zrzucając zmęczenie i złe samopoczucie na karb zbyt wielu obowiązków. Jest jeszcze wiele takich drobnoustrojów, które wywołuja mniej lub bardziej tajemnicze choroby. Każdą z nas nazywamy ogólnie przeziębieniem lub grypą dokładniej się nad niczym nie zastanawiając. I chyba lepiej aby tak zostało.

Autor: kristinus

piątek, 18 lutego 2011

 

 

Badacze donoszą, że skutecznym środkiem przydatnym w leczeniu i zapobieganiu przeziębieniom może być cynk!

"Preparaty zawierające cynk mogą co najmniej o jeden dzień skrócić i złagodzić dolegliwości powodowane przeziębieniami. Trzeba jednak zażyć je w ciągu 24 godzin od wystąpienia pierwszych objawów, takich jak zakatarzony nos i ból gardła."

Nie podaje się jednak w jakich dawkach ani jak długo należy cynk zażywać. Nie wiadomo też które dostępne na rynku preparaty są skuteczne. Nie pozostaje nam więc nic innego jak tylko poczekać na sprecyzowanie badań na ten temat, lub po prostu powrócić do starych babcinych sposobów walki z przeziębieniem jak rosół z kury czy herbata z malinami.

 

Żródło: PAP

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Lubię czytać